SPOWIEDŹ
Matka kwiliła, ojciec łkał
straszny był świat gdziem susa dał
William Blake
kiedy pękła ciepła matnia matki
zgubiwszy perłę, której nie skradłem
wyrzucony z domu po raz pierwszy
zachłysnąłem się bólem i światłem
potem czułości, na śmierć zagłaskane
potem ubranka szyte uśmiechem
i wszystkie dzieciństwa strupki zdrapane
co będą przeklinać młodego poetę
dziadek poeta i dziadek powstaniec
ojciec zaszyty kłębkiem milczenia
a ja już wtedy, maleńki wygnaniec
zdrajca i oszust bez przeznaczenia
sprzedałem wszystko co mi zostawili
zdjęcia, ordery, maleńkie mieszkanie
łzy dla nich nawet nie mam w tej chwili
za wszystkie wspomnienia, za całe kochanie
o żonie nie wspomnę, bo po co wspominać
obiad spalony gdy już po musztardzie
wpierw ją uczyłem jak wianki się ścina
potem jak posag zastawia w lombardzie
złym dzieckiem będąc i synem zatraty
takimż i ojcem dokładnie
- powiedz chłopczyku co słychać u taty
„tatuś mój pije i kradnie”
cóż kiedy sensu nie czułem w tym
wszystkim
gdy czarny ogień mi serce przewiercił
kamieniem będąc i sobie i bliskim
życia nie ceniąc wciąż bałem się śmierci
rzuciłem więc wszystko, ruszyłem za
słońcem
plecak wypchałem najczystszą urazą
plecy sparzyły mi mosty płonące
w sercu bił diament ze skazą
ilu przyjaciół zawiodłem po drodze
ilu nabrałem na swe zagubienie
ilu już na mnie zawiodło się srodze
oddając pieniądze za czyste spojrzenie
oczy marzące miałem to prawda
twarz jasną i miłą po przodkach
i śmiała się skrycie ma siostra pogarda
kupował to każdy kto tylko mnie spotkał
dawno opluwszy najczulsze świętości
Boga szukałem na ciężkim kacu
wierzywszy czemuś w swej bezczelności
że świeci mi gwiazda natchnionych pariasów
szukałem tej gwiazdy z nadzieją wariata
choć oczy mi dawno oślepły od wódki
zmyliłem kierunek na każdej z dróg świata
i szedłem dalej nie bacząc na skutki
(…)
a ty skoro czytasz tę spowiedź żałosną
nie lituj nade mną się wcale
tej perły zgubionej gdy rodziłem się
wiosną
nie skradłem więc mogłem ją znaleźć
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz