GENERACJA X
Pamiętam, że gdy po raz
pierwszy wpadłem na pomysł robienia własnych standupów moja mama powiedziała
„ale Błażej to robią NAPRAWDĘ inteligentni ludzie” Dzięki za wsparcie mam, będę
o tobie myślał w chwilach zwątpienia. Albo nie, już wiem, chodziło
jej o to żeby mnie zmotywować. Wiecie jak to się robi.
- Do niczego się nie nadajesz – to taka gadka motywacyjna, bardzo przydatna na procesie o psychiczne znęcanie się nad dzieckiem. Kupuję to, jestem zajebiście zmotywowany i zrobię taki stand up, że publika będzie tarzać się ze śmiechu i błagać o bis, obsługa będzie musiała zatrudnić dodatkowy personel do wymiany wszystkich tych obsikanych krzeseł. Szwedzi kiedy to zobaczą stworzą nagrodę Nobla w dziedzinie poczucia humoru, Chiny oddadzą Tybet Tybetańczykom, a kosmici powiedzą – wow ten koleś jest naprawdę zajebiście zabawny, musimy go poznać ! Pieprzyć piktogramy i tajemnicze światła. Ta rasa dojrzała już do pierwszego kontaktu. Haaa ja wam pokażę !Ale jedna prawdziwa rzecz na temat robienia standupów to to, że nikt nie przyłapie cię na robieniu błędów ortograficznych, a to zawsze było moją słabą stroną. Największy problem w tym, że nie jestem nawet dyslektykiem, jestem leniem. A gdy przychodzi do „ż” na początku wyrazu to jestem leniem pierwszego dnia w pracy. To jest naprawdę cholernie mylące, rzeczywistość brzmi jak rzecz i życzenia razem w dodatku każde z nich ma w sobie inne „ż” jak to możliwe ? Nie wiem, z matmy też nie byłem orłem. W dodatku Polacy mają obsesję na punkcie swojej ortografii, za moich czasów za cztery błędy w wypracowaniu była bezwzględna pała, nie wiem czy tak jest nadal ale przecież to absurd. Możesz napisać „Małego Księcia” będąc jeszcze w liceum ale jeśli zrobisz powyżej czterech błędów – pała. Wyobraźcie sobie gościa, który wymyślił szczepionkę na Aids, ale w swoim projekcie źle przeliterował słowo dichydrokseżelina i dyrektor firmy farmaceutycznej mówi mu – wynoś się stąd nieuku ! Wracaj do szkoły ! Najlepiej to widać w internecie czasami można trafić naprawdę fajne teksty, ale niech tam będzie choć jeden błąd ortograficzny zaraz znajdzie się stado forumowiczów, które okrzyknie autora idiotą. Dlatego ja nie piszę już niczego w internecie. Dwadzieścia sześć liter alfabetu w Polskim 32 to naprawdę zbyt wiele. Dlaczego ich jest aż tyle ? Czy nie moglibyśmy używać dwóch jak w alfabecie morsa ? Wszystkie komputery świata tym się zadowalają. Nie, my musimy mieć trzydzieści dwie. Ciężko jest być Polakiem. Jasne, powiedz to Chińczykowi. Ale poważnie, gdyby to ode mnie zależało zostawiłbym jedną literę, z dwoma to jednak też bałagan. „X” to litera która oddaje wszystko. Niespełnione sny, marzenia i wiarę w apokalipsę. Wszyscy kochają literę „X”. Mamy archiwum X, promieniowanie X, spotykamy się potajemnie z X-em i płacimy alimenty naszym eX, planeta X pędzi z prędkością światła na kursie kolizyjnym z Ziemią i należymy do generacji X. To tylko kilka przykładów. X to nieznane, X to tajemnica, X to „nigdy nic nie wiadomo”. X to nadzieja przegranych i życiowych bankrutów, wygrana w totolotka bez płacenia za kupon. Pamiętam jakie nadzieje w latach dziewięćdziesiątych wiązano z moim pokoleniem – pokoleniem X. Świat się zmieniał, pojawił się internet i pierwsze telefony komórkowe, upadł mur Berliński, Kurt Cobain odstrzelił sobie głowę, a Bill Clinton dał się przyłapać z Moniką Levińską. Pamiętacie ? Słodkie lata dziewięćdziesiąte ! Narodziny hip-hopu i syjamskich trojaczków - nikt nie wiedział co go bardziej szokuje. Aniołki Churliego ratowały ludzkość przed kolejnymi wcieleniami profesora Moriarty, a papież Polak jeszcze w pełni sił, ratował nas przed zabójczym wpływem prezerwatyw na duszę i moralność. Nic dziwnego, że świat dorosłych zastanawiał się co też wyrośnie z pokolenia dorastającego w tak niezwykłych czasach. Cóż. Dziś już wiadomo – nic specjalnego.
- Do niczego się nie nadajesz – to taka gadka motywacyjna, bardzo przydatna na procesie o psychiczne znęcanie się nad dzieckiem. Kupuję to, jestem zajebiście zmotywowany i zrobię taki stand up, że publika będzie tarzać się ze śmiechu i błagać o bis, obsługa będzie musiała zatrudnić dodatkowy personel do wymiany wszystkich tych obsikanych krzeseł. Szwedzi kiedy to zobaczą stworzą nagrodę Nobla w dziedzinie poczucia humoru, Chiny oddadzą Tybet Tybetańczykom, a kosmici powiedzą – wow ten koleś jest naprawdę zajebiście zabawny, musimy go poznać ! Pieprzyć piktogramy i tajemnicze światła. Ta rasa dojrzała już do pierwszego kontaktu. Haaa ja wam pokażę !Ale jedna prawdziwa rzecz na temat robienia standupów to to, że nikt nie przyłapie cię na robieniu błędów ortograficznych, a to zawsze było moją słabą stroną. Największy problem w tym, że nie jestem nawet dyslektykiem, jestem leniem. A gdy przychodzi do „ż” na początku wyrazu to jestem leniem pierwszego dnia w pracy. To jest naprawdę cholernie mylące, rzeczywistość brzmi jak rzecz i życzenia razem w dodatku każde z nich ma w sobie inne „ż” jak to możliwe ? Nie wiem, z matmy też nie byłem orłem. W dodatku Polacy mają obsesję na punkcie swojej ortografii, za moich czasów za cztery błędy w wypracowaniu była bezwzględna pała, nie wiem czy tak jest nadal ale przecież to absurd. Możesz napisać „Małego Księcia” będąc jeszcze w liceum ale jeśli zrobisz powyżej czterech błędów – pała. Wyobraźcie sobie gościa, który wymyślił szczepionkę na Aids, ale w swoim projekcie źle przeliterował słowo dichydrokseżelina i dyrektor firmy farmaceutycznej mówi mu – wynoś się stąd nieuku ! Wracaj do szkoły ! Najlepiej to widać w internecie czasami można trafić naprawdę fajne teksty, ale niech tam będzie choć jeden błąd ortograficzny zaraz znajdzie się stado forumowiczów, które okrzyknie autora idiotą. Dlatego ja nie piszę już niczego w internecie. Dwadzieścia sześć liter alfabetu w Polskim 32 to naprawdę zbyt wiele. Dlaczego ich jest aż tyle ? Czy nie moglibyśmy używać dwóch jak w alfabecie morsa ? Wszystkie komputery świata tym się zadowalają. Nie, my musimy mieć trzydzieści dwie. Ciężko jest być Polakiem. Jasne, powiedz to Chińczykowi. Ale poważnie, gdyby to ode mnie zależało zostawiłbym jedną literę, z dwoma to jednak też bałagan. „X” to litera która oddaje wszystko. Niespełnione sny, marzenia i wiarę w apokalipsę. Wszyscy kochają literę „X”. Mamy archiwum X, promieniowanie X, spotykamy się potajemnie z X-em i płacimy alimenty naszym eX, planeta X pędzi z prędkością światła na kursie kolizyjnym z Ziemią i należymy do generacji X. To tylko kilka przykładów. X to nieznane, X to tajemnica, X to „nigdy nic nie wiadomo”. X to nadzieja przegranych i życiowych bankrutów, wygrana w totolotka bez płacenia za kupon. Pamiętam jakie nadzieje w latach dziewięćdziesiątych wiązano z moim pokoleniem – pokoleniem X. Świat się zmieniał, pojawił się internet i pierwsze telefony komórkowe, upadł mur Berliński, Kurt Cobain odstrzelił sobie głowę, a Bill Clinton dał się przyłapać z Moniką Levińską. Pamiętacie ? Słodkie lata dziewięćdziesiąte ! Narodziny hip-hopu i syjamskich trojaczków - nikt nie wiedział co go bardziej szokuje. Aniołki Churliego ratowały ludzkość przed kolejnymi wcieleniami profesora Moriarty, a papież Polak jeszcze w pełni sił, ratował nas przed zabójczym wpływem prezerwatyw na duszę i moralność. Nic dziwnego, że świat dorosłych zastanawiał się co też wyrośnie z pokolenia dorastającego w tak niezwykłych czasach. Cóż. Dziś już wiadomo – nic specjalnego.
Nie polecieliśmy w kosmos, nie obaliliśmy
teorii względności, nie rozpętaliśmy trzeciej wojny światowej, nie wymyśliliśmy
nowych religii ani nowych narkotyków, nie udało nam się stwierdzić z całą
pewnością czy istnieje życie po śmierci, ani co ćpał Elvis Presley. Jest nieskończona ilość rzeczy, których nie
zrobiliśmy i którymi nie zostaliśmy, ale czym zostaliśmy i czego dokonaliśmy ?
Myślę, że zostaliśmy najbardziej konformistyczną i materialistycznie nastawioną
generacją w historii, która generalnie nie dokonała i nie dokona niczego
istotnego. Poważnie, jesteśmy pierwszym
pokoleniem, które nie walczy w życiu o nic prócz pełnej michy i kawałka dupy.
Moi rodzice byli prześladowani za działalność w Solidarności, siedzieli w
więzieniu, nie mogli znaleźć pracy, ich rodzice – wiadomo. Oni dokonywali
wyborów moralnych, które coś znaczyły, płacili nieraz krwią za swoje wartości.
Było dobro, zło, byli bohaterowie, cały ten staf. A my? My dokonujemy wyboru
czy kliknąć „lubię to” pod filmikiem na you tube. My nawet nie mówimy, że my to
lubimy i nie podpisujemy się pod tym. My bohatersko klikamy myszką na ekranie.
„lubie”, „nie lubię”, „lubię”, „nie lubię”, o jaaaa co on jej robi, to tak
można ? woooooww to lubię!, „lubię”, „nie lubię”, „lubię”, „nie lubię” ja tak
mogę długo, w gruncie rzeczy przecież i tak nic innego nie robię. „Lubię”, „nie
lubię”, to jak system dwójkowy. I to nie znaczy wcale, że wszystkie problemy ludzkości zostały
rozwiązane, a my, biedne misie, po prostu nie mamy już o co walczyć. Cały czas
jest niewyobrażalny bezmiar zła i okrucieństwa na świecie i mnóstwo
nierozwiązanych problemów jak efekt cieplarniany, głodująca Afryka, wojna w
Ziemi Świętej czy rozpadający się związek
Dody z Najmanem. Nieraz możemy obejrzeć o tym niezły film w internecie.
Ze wszystkimi detalami i całą jaskrawością, aż oczy bolą a serce rwie się do
krzyku na wiekuistą nieobecność Boga. I
co wtedy robimy ? „Lubię” klikamy. O tak ! Wykazujemy wsparcie dla cierpiących
i nieszczęśliwych tego świata, przecież kliknęliśmy „lubię” tak czy nie ? My
darczyńcy z fundacji „Pajacyk”. Zmieniamy świat na lepsze. Patrzcie jak to się
robi. „Lubie”, „nie lubię” , „Tylko trochę lubię”… zaraz nie ma takiego
guziczka, Maaaamoooo powinienem to lubić czy nie ?
- Nie wiem zapytaj taty moja ty trzydziestodwuletnia
emocjonalnie niedorozwinięta, pozbawiona zasad, ambicji i celów życiowych cudowna
niespodzianko z generacji X.
ATEIZM WIARA I DORASTANIE
Oczywiście, że nie urodziłem się ateistą,
urodziłem się jak każdy bez specjalnego zapału do teologicznych rozważań za to
z wielkim zapałem do cyca. Moja religia była prosta i mało zróżnicowana. Mój
Bóg był okrągły, miękki i miał takie różowe coś z którego płynęło mleko. Byłem
z tym perfekcyjnie szczęśliwy i literalnie nic nie mogło zburzyć mej wiary. Nic
oprócz dorastania. Potem jak większość z
nas zostałem brutalnie zindoktrynalizowany
przez katolickich księży przed czym nie uchronił mnie nawet klosz
komunizmu. Jak to bezbronne dziecko łykałem wszystko jak leci, święty Mikołaj,
Mojrzesz i Jezus, nawet Noe byli wchłaniani przez mój organizm niczym matczyne
mleko. Tylko niepokalane poczęcie zawsze wydawało mi się podejrzane. I nie
jestem pewny dlaczego. Nie sądzę, żeby jak teraz uderzała mnie śmieszność
sytuacji, w której dziewczyna mówi narzeczonemu, że spodziewa się dziecka, a
zapytana z kim odpowiada
- Z Bogiem…. ?
- Ok.
- Serio.
- Jasne, nie ma sprawy, wiesz początkowo
myślałem, że kurwiłaś się z jakimś Rzymskim legionistą…
- Jaaaaa ??? Skąd ci to przyszło do głowy
?
- Widziałem jak ten Maksimus Lupus na
ciebie patrzy, ale skoro mówisz, że jesteś w ciąży z Bogiem to już jestem
spokojny w końcu sam jestem pobożnym człowiekiem no nie? Zresztą to nawet ulga
bo skoro pieprzyłaś się z Bogiem to nie mogłaś jednocześnie puszczać się z
Lupusem.
- Nieee ?
- No chyba, że Bóg by się wkurwił nieco
tak myślę…. a tak między nami jaki on jest ?
- Kto?
- No Bóg, a kto Lupus ?
- Nieee Lupus ? nieee skąd mogłabym
wiedzieć….
- No więc jaki on jest no wiesz, w te
klocki.
- Bóg jest, noooo ten… Bóg jest….
- No wyduśże to z siebie wreszcie kobieto
!
- Bóg jest wielki !
- Mhmmm tego się obawiałem, ale jak
myślisz… mam jakieś szanse ? To znaczy
wiesz nie chce się porównywać, przecież jestem pokorny, ale wiesz tak między
nami…
Maria taksuje go wzrokiem przez chwilę.
- Dasz sobie radę.
Stary dobry Józef, to on zawsze dźwigał
najcięższy koszyk i to jemu przypadła chyba najbardziej niefortunna rola w
całej mitologii. Tego drugiego, zastępczego ojca bez żadnych praw
rodzicielskich.
Wyobraźcie sobie Józefa jak ściąga pasek.
- Ja ci pokarzę smarkaczu, włóczyć się po
świątyniach bez opieki !
- Taaaataaaaa !
Jako mąż też tak nie za bardzo.
Zastanawialiście się kiedyś czy Józef posuwał Maryję ? Matkę Boską ?!?!
Potarzało Cię !? Wariat ! Pedofil ! Matkojebca
! Myślę, że połowa widowni już ochrzciła mnie zboczeńcem za samo rozważanie tej
drażliwej kwestii. Ale co Józef miał robić. O nim pomyślcie. Chodził na kurwy,
wstrzymywał się, czy wreszcie….
- Sorry Pan Bóg, coś za coś.
- Co robisz ! Całą aureolę mi potarzałeś !
To zresztą też nie mogło być łatwe.
Spójrzcie tylko na Maryję jest przecież na tylu obrazach, każdy ma ją wyrytą w
głowie, wystarczy zamknąć oczy żeby ją zobaczyć. Połóżcie się więc wygodnie,
zamknijcie oczy i skupcie się, Maryja, o tak, widzicie ją ? Teraz wyobraźcie
sobie… nie poważnie, zróbmy mały experyment
no dalej, wiecie jak to idzie. Podciąga szatę… Uśmiecha się, niegrzeczna
dziewczynka, choć do tatusia. O Nieee ! Ona ma rogi ! Ogień, siarka ! Zęby !
Paradygmat kulturowy ukarał mnie błyskawicznie ! Już pisząc to czułem się jednocześnie winny i
diabolicznie, przyjemnie, wyzwalająco zły. To niesamowite. Poczuliście to ? Kto
nie próbował teraz niech spróbuje w domu, to najlepszy sposób żeby zobaczyć jak
mocno jesteśmy zaprogramowani, jak silny jest paradygmat kulturowy, który
ukarze nas błyskawicznie, niezależnie czy świadomie wierzymy czy nie. To święte
i wara! Już lepiej zrób sobie dobrze
myśląc o Lechu Wałęsie ! Albo jego żonie, nie, nie o jego żonie, to zbyt
trudne.
Ale jak mówiłem wszystko to zbyt obyczajowe jak na umysł sześciolatka.
Nie, nie to było dla mnie wtedy problemem, experymentu nie próbowałem bo szesnastoletnia
Maryja była dla mnie wtedy stara jak świat czyli prawie jak moja mama. Chyba ten przymiotnik „niepokalane” mnie
zraził bo implikował pokalaność poczęcia wszystkich poza tym łącznie z księdzem
Krzyśkiem i papieżem Polakiem. Czynił miłość fizyczną, o której skrycie
marzyłem złą i w jakiś sposób brudną uwaga – nawet po ślubie. W świecie niezbyt
obfitującym w przyjemności wydało mi się to brutalne i niesprawiedliwe. Poza
tym dlaczego Bóg w swojej wszechmocy dysponujący gadżetem w postaci ducha
świętego miałby się przejmować kto dał spermę. Jakie to w ogóle mogło mieć
znaczenie kto zapłodnił Maryję skoro de facto urodziła Boga. Potem dopiero
dowiedziałem się o zastępach Ozyrysów i Faraonów, Kriszn, Dionizosów i całej
reszcie cudownych dzieci niepokalanego poczęcia. To taki motyw epicki, który
przewija się w każdej mitologii jak alkoholizm w historii rockandrolla. Ale to
zrozumiałem potem. Puki co wierzyłem twardo i nic nie mogło zachwiać mej
głębokiej wiary, nic prócz dorastania….
W sumie nie wiem nawet jak to się stało to
nie to żebym jako nastolatek nagle przestał wierzyć w cuda.
O nie ! Do tego długa droga po prostu
pewne cuda nagle stały się niemodne. To
chyba była jedna z tych rzeczy, które mój brat przywlókł z podwórka. Tak miałem
brata, panie świeć nad jego zbłąkaną duszą. On lubił przywlec coś czasem do
domu . Jak Michaela Jacksona… nie będzie jazdy na Michaela, Michael był wielki
i wara od niego, ale były i mniej przyjemne rzeczy :
- Co tu tak śmierdzi.
- Antysemityzm, dostałem od Gąza.
Gązo był najlepszym przyjacielem mojego
brata z podwórka dopóki nie wyniósł nam kluczy i nie obrobił nam chaty do
spółki z kilkoma innymi najlepszymi przyjaciółmi mojego brata – Pałką,
Gryfinem, i Giegiem . To była ekipa, Giegie był znany z wybijania dziur w ścianie
pięściami. Był bardzo przydatny, jeśli chciałeś wybić np. dodatkowe okno w
ścianie, wiecie do słonecznić swoją
blokową klitkę, nie potrzebowałeś już, młota, dłuta wiertarki całego tego syfu,
wystarczyło zawołać Giegie i powiedzieć.
- Giegie, myślę, że nie dałbyś rady tej
ścianie.
– Jak to !
No i wiecie jak to idzie. Dziura gotowa,
pod warunkiem, że Giegie nie pomylił ścian. Mógłbyś mieć okno z widokiem na
ubikację np. Swoją drogą zastanawiam się po co fatygowali się dorabiając klucze
skoro mieli Giegie. Może żeby zmylić policję ?
- Inspektorze, ktoś rozwali drzwi pięciotonowym taranem.
- Giegie tu był !
- Inspektorze nie wiem jak bandyci dobrali
się do łupu, ale w ścianie jest dziura taka, że można traktorem zawrócić.
- Giegie ! Zawsze ten jeden krok przed
nami.
- Inspektorze nie wiemy co zginęło.
- Jak to ?
- Ktoś zburzył cały budynek.
- Giegieeeeeeee ! Dopadnę cię !!!!!
Giegie uwielbiał się zakładać i to go
zgubiło. Ktoś kiedyś powiedział :
- Giegie założę się, że nie dasz rady
skoczyć z jedenastego piętra.
- Stoi !
W zasadzie to leci, żegnaj Giegie
nafaszerowany sterydami frajerze, miłego lotu.
Anyway. Mój brat miał pierwszorzędnych
przyjaciół i często coś przynosił do domu.
- Co tu tak śmierdzi ?
- Antysemityzm. Dostałem od Gąza, niezła
rzecz, wystarczy wszystko zwalić na
żydów i po problemie znowu jesteśmy biali jak gołębie pana Latarskiego.
- Eeee nieee to jakiś syf, nie kupuję
tego.
- Dlaczego ?
- Nie chcę być gołębiem. Chcę być orłem szszszszszsszz!
Innym razem :
- Fuck ! Co tak cuchnie ? !
- Rasizm – murzyni to nie ludzie.
- To co ja mam teraz zrobić z moją
kolekcją płyt ? Zeżreć je wszystkie ? Oddać na Charity ? Potarzało cię braciak ?
zabieraj to gówno.
Aż któregoś dnia wparował zdyszany :
- No, co tam masz braciak ?
- Czarni zabili Jordana Bruna!
- Co znowu Murzyni ?
- Nie idioto – księża. Kościół to mafia,
Jordano Bruno był naukowcem, a oni zjarali go na stosie skurwysyny.
Wiecie jak się ma dwanaście lat to
perspektyw dziejowa nie jest pierwszą rzeczą jaka ci przychodzi do głowy. Raczej
widzisz swojego nauczyciela od religii z wielką pochodnią w dłoni krzyczącego :
- In nomine
patre !
- Ale oni ? Ten miły grubasek Ks. Krzysiek co się tak
przyjemnie uśmiecha i mówi, że Jezus mnie kocha ?
- Tak ! Zobacz sobie tutaj ! ( Wyciąga
książkę, wertuje )
- Jest ! Jordano Bruno 1548 – 1600
- To teraz !
- No właśnie !
- Skurwysyny !
- Dranie !
- Czarna mafia !
- Już więcej nie pójdę do księdza Krzyśka,
głaskać króliczka !
- Co ?
- Nieważne.
I tak to się zaczęło. Głód cudów pozostał,
ale odtąd zaspokajałem go w innej restauracji.
Zacząłem szukać. Wiecie jaki jest problem kiedy się czegoś szuka ? Taki,
że możesz to znaleźć. No i ja znalazłem. Ale o tym potem. Najpierw zająłem się
dekonstruowaniem filozofii morderców Jordana Bruna. To okazało się nadspodziewanie
łatwe. Nic dziwnego, łatwo jest dekonstruować bajki dla dzieci. Niedawno ktoś
mi powiedział :
- Bóg nienawidzi gejów.
- Tak, a skąd wiesz.
- W biblii tak jest napisane.
- Mówisz o tej książce z gadającym wężem,
łódką na której zmieściły się wszystkie gatunki świata i facetem, który
mieszkał w brzuchu wieloryba ?
- To nie był wieloryb, tylko wielka ryba.
- No tak to rzeczywiście zmienia postać
rzeczy. Wieloryb to bujda, ale wielka ryba to już zupełnie inna historia. Mam
znajomego mówi, że fajnie się tam mieszka i łatwo to ogrzać. Nazywa się Pinokio
może o nim słyszeliście ? Tak kiedyś strasznie kłamał, ale teraz mu przeszło,
wyleczył się na wieczornych sesjach z króliczkiem u księdza Krzyśka.
- Tak, ale wiesz to był Stary Testament,
to taka metafora.
- Czyli „nie zabijaj” też traktować tak
raczej metaforycznie ? ok. Jednego kretyna mniej.
Ale serio co lepszego w Nowym ? Pomijając
już wszystkie niespójności, fakt, że nie ma jednej rzeczy, którą wszystkie
ewangelie przedstawiałyby tak samo, czy choćby podobnie. Niespójności w datach i niezgodności z
zapisami historycznymi tamtych czasów. Czy można się temu dziwić ? Najstarsza
ewangelia jaką dysponujemy jest datowana na 200 lat po Chrystusie. 200 lat ! tradycja
ustna. Graliście kiedyś w głuchy telefon ? Ja uwielbiałem bo można było
pochylić się do koleżanki i szeptać jej prosto na uszko wdychając jednocześnie
zapach jej włosów. To był najbardziej intymny kontakt z dziewczyną jaki był mi
dostępny w wieku ośmiu lat i kochałem to ! Jeeeej jak one pachniały ! Jak one
to robią ? – Myją włosy brudasie też by ci się przydało. Ale serio, głuchy
telefon mówi nam coś o tym jak informacja zmienia się powtarzana z ust do ust,
czy jak to woli ust do uszka. Uwaga :
- Imadło coś zgrzyta na śrubie, tankuj
oliwę gęściej.
Wiem, że to trochę daj ać ja pobruszę a ty
poczywaj, ale to przecież było jeszcze dawniej więc jak mieli mówić ? W dodatku
jeśli Jezus rzeczywiście istniał i był stolarzem, to to jest jedna z
najbardziej prawdopodobnych rzeczy jakie mógł powiedzieć a więc :
- Imadło coś zgrzyta na śrubie, tankuj
oliwę gęściej.
- Co ?
Aaa ok. Zalała się żytem po próbie, tankuje wodę na wiejskiej.
No co logiczne ? Kaca ma, wodę tankuje ok.
- Co ? Aaa ok. Zebrało się skinom na
głównym, nie wrócą tu więcej.
Ten to uszu dawno nie mył, ale co każdy ma
prawo grać zwłaszcza jeśli skinów leje.
- Co ? Aaaa ok. Babrała
się świnia w tym gównie i… co ? Aaaa ok. i tacy sami na Wiejskiej.
-
Co ? Aaaa ok. Zabrakło wina na ślubie a Tanii się chciało w alejce.
Patrz co za pech jej się chciało a tu wina
zabrakło !
- Jak ? Zabrakło wina na ślubie w Kanii
Galilejsiej ? Dobra piszemy
I co ? Można ? Reszta cudów to już mały
pikuś. Wystarczy powiedzieć : Zamienił wodę w wino.
- Jak ? Po wodzie szedł a nie płynął ?
Dobra piszemy.
I tak ze zwykłego zamieniania wody w wino,
bagatela chcecie wiedzieć jak to się robi ? Spytajcie w winpolu, wyszło
chodzenie po wodzie. Cuuuuudaaaa.
Kiedy pierwszy raz powiedziałem ten tekst
usłyszałem komentarz – dekonstruujesz Biblie, to zbyt łatwe !
Cóż nie powinno być ! Jeśli to jest coś na
podstawie czego miliony ludzi buduje swój obraz świata, cholera nie powinno być łatwo ! Sam jestem tym
wkurwiony. To się powinno jakoś bronić skoro wierzyliśmy w to przez dwa tysiące
lat. Co mam teraz powiedzieć ? Że
spaliliśmy Jordana Bruna na stosie w imię książki głupszej niż czerwona
książeczka Mao i mniej wiarygodnej niż „Poczytaj mi mamo”! ? Że ok miliarda
ludzi żyjących w tej chwili na świecie to zdeklarowani kretyni ? Tak to
wszystko niestety prawda. Właśnie dlatego, że było tak cholernie, żałośnie
łatwo. Boga nie ma, w każdym razie nie
jest on za grosz podobny do naszych wyobrażeń i będąc ślepym na holokaust ma
definitywnie w dupie to czy zdasz jutro ten egzamin. Najprawdopodobniej to jest
jedyne życie jakie mamy, nie nie będzie drugiego, a jeśli będzie… lepiej
myślcie, że nie będzie.
Oglądałem niedawno wywiad Rickego Gervais z Richardem Dawkinsem.
Obydwaj są tak obrzydliwie sławni i bogaci, że w sumie nie wiem kto z kim
przeprowadzał wywiad. Może nazwijmy to dyplomatycznie „rozmową”. To szło mniej
więcej tak.
Dawkins : Jesteśmy wynikiem losowych
mutacji, to już stuprocentowo udowodnione.
Gervais : To jest piękne.
Dawkins : Tak to piękne.
Gervais : I nie ma boga, ani nawet potrzeby jego
wymyślania, to ekscytujące.
Oni mają na to takie słowo „thrilling” co
oznacza, że przeszywa ich dreszcz rozkoszy i podniecenia.
Dawkins : Mhhm.
Gervais : Kreacjoniści uważają, że to
smutny i ponury obraz świata.
Dawkins : Bzdura, po prostu nie są wstanie
dostrzec piękna losowych mutacji.
Gervais : Tak, losowe mutacje to piękna
rzecz i nawet jeśli to implikuje stwierdzenie, że nie mam wolnej woli bo jestem
zdeterminowany przez walczący o przetrwanie genotyp to to też jest piękne bo ja
tego nie czuję. Mam wrażenie posiadania wolnej woli choć w rzeczywistości
jestem…
Dawkins : Jesteś pan zbiorem molekuł.
Gervais : To cudowne !
Dawkins : Żyjesz, żeby przekazać dalej
swój genotyp i użyźnić glebę jak już wykorkujesz.
Gervais : Thrilling !!!
Oglądałem i myślałem „Co oni ćpają
i gdzie
można to kupić
”.
Panie Gervais przecież to ty miałeś być
tym, który nie wstawia kitu. Żyjesz z tego do jasnej cholery ! Żyjesz z tego,
co ja mówię przeciętny afrykański kraj wyżyłby z tego co masz za opinie bycia
człowiekiem który nie ściemnia. Musisz wiedzieć jak degradująca jest myśl o
byciu nawozem chyba, że jesteś
koprofilem. Kosmos według Dawkinsa to straszne miejsce, to
piętnaście miliardów lat świetlnych pustki i bezistnienia, to relatywność zasad
i sanktyfikacja prawa dżungli. Dysponując daną nam wiedzą musimy się z tym
zgodzić, ale czy naprawdę musimy udawać, że nas to zachwyca ? I jeszcze a propos
danej nam wiedzy, czy wiecie, że cały staf, który możemy zmierzyć, zważyć,
zbadać pod mikroskopem i zanalizować to zaledwie cztery procent wszystkiego ?
Cztery procent ! Ok siedemdziesięciu sześciu procent to czarna energia i około
dwudziestu to czarna materia. Te dane wahają się minimalnie zależnie od źródeł.
Czy w świetle powyższych danych mamy
prawo stwierdzić, że naprawdę wiemy cokolwiek z całą pewności ą ?
Dziewięćdziesiąt sześć procent wszechświata
to X i założę się o przekonanie, że jest tam moja wygrana w totolotka, druga
część Mistrza i Małgorzaty oraz wszystkie skarpetki od pary, którym nigdy nie
udało się wydostać z pralki. Cały stracony czas bezskutecznie poszukiwany przez
Marcela Prousta i czas, który straciłem
czytając jego książki. ” X” panie i panowie, X - dziewięćdziesiąt sześć procent
wszystkiego, X – jaki rodzaj toksycznego pasożyta wyrośnie z naszych dzieci i o
czym twój partner NAPRAWDĘ myśli podczas stosunku. X – nadzieja przegranych i
życiowych bankrutów, X czyli „a jednak” i „mimo wszystko”. X - Odpowiedź dla
tych którzy nie śpią po nocach. X – Nadzieja dla tych co szukają miłości.
Chcieliście prawdy ? No to ją macie !
Skumbrie w tomacie, skumbrie w tomacie
i to już będzie wszystko w temacie
skumbrie w tomacie pstrąg
Dziękuję